Rozdział VII
Słońce świeciło ostro, niepowstrzymywane nawet przez jedną chmurkę. Z Zakazanego Lasu słychać było krakanie i pohukiwanie różnych ptaków, ale jeszcze nigdy moich uszu nie dobiegło żadne pochodzące stamtąd ćwierkanie. Widać pogodniejsze stworzenia traciły tam wesołość.
Pogładziłam Nimbusa 1000 z 1999 roku, najlepszą miotłę jaką dysponowała szkoła i którą jakimś cudem profesor Dominic Hawkins mi pożyczył, pomimo przykrej świadomości, co może z nią zrobić Rose Light, nieświadomy cyrkowiec. Na pewno Nate maczał w tym palce, w końcu członkowi drużyny quidditcha nauczyciel latania na miotle mógł zaufać.
- To jak? - usłyszałam za sobą głos Nate'a. Niósł własnego Nimbusa 2000 - Byłaś już wcześniej na boisku?
Pokręciłam głową.
- Robi ogromne wrażenie. - przyznałam, wzdychając głęboko.
- Masz lęk wysokości?
- Nie. Tu nie chodzi o żadne lęki, tylko o to, że nie umiem porządnie kierować miotłą. I utrzymać się na niej. I łagodnie skręcać. I...
- To zaczynamy od podstaw. - przerwał mi, szczerząc zęby. Delikatny wiatr mierzwił mu włosy. - Odłóż miotłę na ziemię.
Zastosowałam się do polecenia.
- Teraz wyciągnij rękę przed siebie i przywołaj miotłę.
- Do mnie! - rzuciłam dziarskim tonem, mając nadzieję, że nie ośmieszę się, nie potrafiąc zrobić czegoś tak prostego. Niestety, Nimbus 1000 ani drgnął. - Do mnie! - powtórzyłam ostrzej. Nimbus delikatnie się poruszył. - DO MNIE! - krzyknęłam. Miotła podniosła się o stopę w górę, ale zaraz opadła i leniwie się przeturlała.
To idiotyczne, uznałam. Nie mogę jej po prostu podnieść? Albo zawołać Accio? Nawet w wypadku zagrożenia, gdyby miotła leżała parę metrów ode mnie, to nie będę przecież wrzeszczała Do mnie! Kto by tak zrobił? Od czego są różdżki?
Nate odchrząknął.
- Czy chciałabyś... Chciałabyś być w drużynie quidditcha?
Oniemiałam.
- Gryfoni są aż tak zdesperowani?
- Nie. - zaśmiał się. - Ale nie musisz się tego uczyć, jeśli nie chcesz być w drużynie. Zawodnicy podczas meczu nie mogą mieć przy sobie różdżek, żeby nie oszukiwać, więc wymyślono przywoływanie mioteł samą siłą woli. W innych okolicznościach nie jest to niezbędne.
- Rozumiem. Nie chcę być w drużynie, chcę tylko umieć latać.
Nate pokiwał głową z absolutną powagą, jakby bał się, co za chwilę może nastąpić.
- A więc słuchaj.
Odkąd poprosiłam go o lekcję, spodziewałam się jakiejś tragedii i za każdym razem, gdy go widziałam, chciałam wszystko odwołać. Z drugiej jednak strony bardzo mi zależało na lataniu i jakaś część mnie nie chciała dać za wygraną tylko dlatego, że profesor Hawkins nie dostrzegał dla mnie nadziei. Po trzech godzinach spędzonych z Nate'em na boisku, o których wcześniej wolałam ze strachu nie myśleć, zupełnie zmieniłam swoje pesymistyczne nastawienie i uznałam, że dobrze zrobiłam. Nate był cierpliwym nauczycielem, mógł tłumaczyć jedną rzecz kilka razy bez nerwów i zauważał każdy mój błąd, na dodatek potrafił go poprawić. Ostatnie pół godziny poświęciliśmy na rozrywkę, ścigając się od jednych bramek do drugich i raz nawet udało mi się wygrać, z czego byłam nieszmiernie dumna.
Zbliżała się pora kolacji i wszyscy uczniowie na błoniach kierowali się w stronę zamku. Nawet nie zauważyłam, że na trybunach rozsiadło się kilka grupek uczniów, przeważnie dziewczyn z drugiego roku z Hufflepuffu i Ravenclaw, ale dostrzegłam też parę moich rówieśniczek, w tym Amandę, oraz nielicznych chłopaków - Davida, który do mnie pomachał, siedzącego obok niego Krukona z pierwszej klasy, który na ten widok natychmiast zaczął coś do niego gorączkowo szeptać, kilku złośliwie uśmiechniętych Ślizgonów, a także samotnie siedzącego Puchona, którego jakoś nigdy wcześniej nie widziałam.
Wraz z Nate'em skierowałam się do schowka na miotły, gdzie zostawiliśmy Nimbusa 1000. Już chciałam wyjść, gdy Nate zatrzymał mnie w środku.
- Zaczekaj. Tu możemy porozmawiać na osobności.
- Co, zmieniłeś zdanie i chcesz mnie jednak wcisnąć do drużyny? - droczyłam się.
- Nie. - uśmiechnął się. - To nie w mojej mocy.
- Więc o co chodzi?
- Chciałem tylko ustalić z tobą jakiś plan działania. W związku z... - zawahał się.
- Z Komnatą Tajemnic. - szepnęłam. - Nie bardzo wiem, jak dalej ruszyć z przygotowaniami z tego punktu, w którym się znaleźliśmy, Nate. Wiemy na razie tylko, jak wydać przejściu polecenie otwarcia się, wiemy, że najlepiej udać się tam nocą, żeby nikt nie zobaczył jak razem wkradamy się do łazienki Jęczącej Marty... Potrzebujemy jednak pelerynki niewidki, dobrych zaklęć obronnych i czegoś, co pozwoli nam na atak.
- Właśnie. Pelerynkę już załatwiłem od Mike'a - Mike był jego przyjacielem, byli na tym samym roku i obaj w Gryffindorze - Ale nie pytaj, jak sobie tłumaczy, po co mi ona. - zaczerwienił się nagle. - Co do zaklęć, wypożyczyłem kilka książek z biblioteki i pozaznaczałem te, które uznałem za przydatne. Już się ich nauczyłem, umiem nawet parę innych, na poziomie piątej klasy. Kiedy będziemy w pokoju wspólnym, to dam ci te księgi. Tylko oczywiście, stała czujność przy Remy. Ona nie może nic wiedzieć, bo ci je sprzątnie sprzed nosa i doniesie McGonagall.
Pokiwałam na znak, że rozumiem, ale zaraz się zamyśliłam.
- Ale gdzie mam ćwiczyć, skoro nie w pokoju wspólnym, gdzie dopadnie mnie Remy, ani nie w dormitorium, gdzie zobaczy mnie Alesha?
Uśmiechnął się porozumiewawczo i wtedy sobie uświadomiłam.
- Pokój życzeń. - szepnęliśmy jednocześnie.
Za pierwszym razem wybraliśmy się tam wspólnie, ściśnięci pod pelerynką niewidką Mike'a. Musieliśmy uważać, ponieważ Nate był bardzo wysoki i ciężko nam było przemieszczać się pod nią we dwoje. Spytałam się wtedy swojego towarzysza, o co takiego posądzał go jego przyjaciel, pożyczając mu pelerynkę, ale on znów zrobił się czerwony z zażenowania i burknął, że wolałby o tym ze mną nie rozmawiać.
Podczas tej pierwszej wizyty ustaliliśmy, w co ma zmieniać się Pokój Przychodź-Wychodź, aby jedno z nas mogło dołączyć to drugiego, gdyby akurat tam się znajdowało. Wybraliśmy pokój Gwardii Dumbledore'a i przez kilkanaście minut oglądaliśmy wszystko, co tam się znajdowało, z zapartym tchem oglądając książki, z których GD korzystało oraz podziwiając resztę wyposażenia, umożliwiającą ćwiczenie różnych zaklęć, uroków oraz przeciwuroków.
Codziennie chodziłam tam sama, a Nate mnie krył. Zajmował czymś dziewczyny, podczas gdy ja szłam do dormitorium, chowałam się pod pelerynką i pędziłam do Pokoju Życzeń. Czasami do mnie dołączał, przeważnie jednak siedziałam tam sama, atakując magią manekiny ćwiczebne, poduszki i inne przedmioty, czasem prosząc Pokój o rozmaite efekty grozy, wyzwania, chcąc podnieść sobie adrenalinę i przekonać się, jak w takich okolicznościach bym sobie poradziła. Testy tego rodzaju na ogół wypadały pomyślnie, nie mogłam się jednakże z tego cieszyć, ponieważ miałam świadomość, iż niewiele mi wtedy groziło.
Remy kilka razy zaczepiła mnie, o co chodzi z tymi moimi zniknięciami, ale ja wymigiwałam się od odpowiedzi. Niejednokrotnie Alesha przyłapywała mnie, jak po północy wkradałam się do dormitorium i zarzucała mnie pytaniami, ale ja odwodziłam ją od tematu swoimi spostrzeżeniami odnośnie Davida. Od razu traciła zainteresowanie czymkolwiek innym.
Po okrągłym tygodniu siedziałam wymęczona w Wielkiej Sali na śniadaniu, popijając sok dyniowy, odrzucając niesforny kosmyk z twarzy i ze średnim zainteresowaniem przeglądając najnowszy numer Proroka Codziennego. Usiłowałam się skupić na artykule o Magicznych Dowcipach Weasley'ów, ich sukcesie i sieci sklepów w całej Wielkiej Brytanii, ale marnie mi to szło. Złożyłam gazetę i rozejrzałam się wzdłuż stołu. Na jego drugim końcu zobaczyłam Nate'a z Mike'iem. Skierowałam się do nich, dotknęłam ramienia przyjaciela, a kiedy się odwrócił z miłym uśmiechem, chciałam nadać swojej minie nieco pewności siebie.
- Dzisiaj? - spytałam, unosząc brwi.
Spoważniał. Przyglądał mi się przez moment, po czym kiwnął głową.
- Dzisiaj.
Mike przyglądał się nam z lekko uniesionymi kącikami ust i złośliwymi iskierkami w oczach.
________________________________________________________________________
A oto i siódmy rozdział. Zapewne nikt się go nie spodziewał. Tak, tak, sama się zastanawiałam, czy nie darować sobie prowadzenia tego bloga, ale nie mogłabym uszczuplić potterowskiej części mnie o to ziarnko kreatywności, które powolnie wykiełkowało i zaczęło się rozwijać. Miejmy nadzieję, że go nie zdepczę, nawet jeśli zignoruję jego zahamowanie w rozwoju na następne kilka miesięcy.
Wiem, że chyba wszyscy, którzy zaglądają na mojego bloga mają konto na pottermore, więc jeśli ktoś jest zainteresowany i jeszcze o tym nie wie, to są odblokowane pierwsze rozdziały Więźnia Azkabanu. Oprócz tego hip hip hurra! dla lwów za zdobycie Pucharu Domów. Moja duma.
Moja mama znalazła wczoraj obrazek z plasteliny, który zrobiłam w czwartej klasie. Przedstawia Hermionę i herb Gryffindoru. Tylko potteromaniak skapnąłby się, że to zwierzę na tym herbie to lew, ponieważ pod spodem jest napis Gryffindor. Tak to wszyscy pomyśleliby, że to pies. Może nawet nie wszyscy doszliby do takiego wniosku. W każdym razie to była moja pierwsza szóstka z plastyki, jaką kiedykolwiek dostałam. W czwartej klasie zrobiłam trzy prace dotyczące Pottera i to były tego roku moje jedyne szóstki, co dowodzi, ile pasji w to włożyłam. Pamiętam to nawet po latach.
Jutro Sylwester, więc życzę wszystkim czarodziejom super zabawy i przede wszystkim dużo magii w roku 2013! No i trzymajcie za mnie kciuki, żebym częściej tu zaglądała.
PS Sporo się kilka miesięcy temu naczytałam o pewnej stronce, która była swego czasu była bardzo popularna. Potem niestety zmieniła adres, ale dziś przez przypadek znów ją znalazłam!
http://swiat-magii.pl/ Ktoś może o niej słyszał? Podobno zaczyna się, że chodzimy po domu i wykonujemy różne prozaiczne zajęcia, typu szukamy czegoś w domu, bo mama tego potrzebuje, ale potem przenosimy się do Hogwartu. Pamiętam, że bardzo się cieszyłam na wieść o tej grze, ale niestety nie mogłam znaleźć jej nowego adresu, więc nadzieja się we mnie wypaliła. Teraz kiedy ją znalazłam, jestem już bardziej doświadczona w stronach związanych z HP i chciałabym się dowiedzieć, czy warto. A jeśli nikt tego nie zna, ale się zainteresuje to może "zbadam teren" i dam znać. Chciałabym jednak najpierw się dowiedzieć na czym to polega, o ile ktoś się orientuje ;)
- To zaczynamy od podstaw. - przerwał mi, szczerząc zęby. Delikatny wiatr mierzwił mu włosy. - Odłóż miotłę na ziemię.
Zastosowałam się do polecenia.
- Teraz wyciągnij rękę przed siebie i przywołaj miotłę.
- Do mnie! - rzuciłam dziarskim tonem, mając nadzieję, że nie ośmieszę się, nie potrafiąc zrobić czegoś tak prostego. Niestety, Nimbus 1000 ani drgnął. - Do mnie! - powtórzyłam ostrzej. Nimbus delikatnie się poruszył. - DO MNIE! - krzyknęłam. Miotła podniosła się o stopę w górę, ale zaraz opadła i leniwie się przeturlała.
To idiotyczne, uznałam. Nie mogę jej po prostu podnieść? Albo zawołać Accio? Nawet w wypadku zagrożenia, gdyby miotła leżała parę metrów ode mnie, to nie będę przecież wrzeszczała Do mnie! Kto by tak zrobił? Od czego są różdżki?
Nate odchrząknął.
- Czy chciałabyś... Chciałabyś być w drużynie quidditcha?
Oniemiałam.
- Gryfoni są aż tak zdesperowani?
- Nie. - zaśmiał się. - Ale nie musisz się tego uczyć, jeśli nie chcesz być w drużynie. Zawodnicy podczas meczu nie mogą mieć przy sobie różdżek, żeby nie oszukiwać, więc wymyślono przywoływanie mioteł samą siłą woli. W innych okolicznościach nie jest to niezbędne.
- Rozumiem. Nie chcę być w drużynie, chcę tylko umieć latać.
Nate pokiwał głową z absolutną powagą, jakby bał się, co za chwilę może nastąpić.
- A więc słuchaj.
Odkąd poprosiłam go o lekcję, spodziewałam się jakiejś tragedii i za każdym razem, gdy go widziałam, chciałam wszystko odwołać. Z drugiej jednak strony bardzo mi zależało na lataniu i jakaś część mnie nie chciała dać za wygraną tylko dlatego, że profesor Hawkins nie dostrzegał dla mnie nadziei. Po trzech godzinach spędzonych z Nate'em na boisku, o których wcześniej wolałam ze strachu nie myśleć, zupełnie zmieniłam swoje pesymistyczne nastawienie i uznałam, że dobrze zrobiłam. Nate był cierpliwym nauczycielem, mógł tłumaczyć jedną rzecz kilka razy bez nerwów i zauważał każdy mój błąd, na dodatek potrafił go poprawić. Ostatnie pół godziny poświęciliśmy na rozrywkę, ścigając się od jednych bramek do drugich i raz nawet udało mi się wygrać, z czego byłam nieszmiernie dumna.
Zbliżała się pora kolacji i wszyscy uczniowie na błoniach kierowali się w stronę zamku. Nawet nie zauważyłam, że na trybunach rozsiadło się kilka grupek uczniów, przeważnie dziewczyn z drugiego roku z Hufflepuffu i Ravenclaw, ale dostrzegłam też parę moich rówieśniczek, w tym Amandę, oraz nielicznych chłopaków - Davida, który do mnie pomachał, siedzącego obok niego Krukona z pierwszej klasy, który na ten widok natychmiast zaczął coś do niego gorączkowo szeptać, kilku złośliwie uśmiechniętych Ślizgonów, a także samotnie siedzącego Puchona, którego jakoś nigdy wcześniej nie widziałam.
Wraz z Nate'em skierowałam się do schowka na miotły, gdzie zostawiliśmy Nimbusa 1000. Już chciałam wyjść, gdy Nate zatrzymał mnie w środku.
- Zaczekaj. Tu możemy porozmawiać na osobności.
- Co, zmieniłeś zdanie i chcesz mnie jednak wcisnąć do drużyny? - droczyłam się.
- Nie. - uśmiechnął się. - To nie w mojej mocy.
- Więc o co chodzi?
- Chciałem tylko ustalić z tobą jakiś plan działania. W związku z... - zawahał się.
- Z Komnatą Tajemnic. - szepnęłam. - Nie bardzo wiem, jak dalej ruszyć z przygotowaniami z tego punktu, w którym się znaleźliśmy, Nate. Wiemy na razie tylko, jak wydać przejściu polecenie otwarcia się, wiemy, że najlepiej udać się tam nocą, żeby nikt nie zobaczył jak razem wkradamy się do łazienki Jęczącej Marty... Potrzebujemy jednak pelerynki niewidki, dobrych zaklęć obronnych i czegoś, co pozwoli nam na atak.
- Właśnie. Pelerynkę już załatwiłem od Mike'a - Mike był jego przyjacielem, byli na tym samym roku i obaj w Gryffindorze - Ale nie pytaj, jak sobie tłumaczy, po co mi ona. - zaczerwienił się nagle. - Co do zaklęć, wypożyczyłem kilka książek z biblioteki i pozaznaczałem te, które uznałem za przydatne. Już się ich nauczyłem, umiem nawet parę innych, na poziomie piątej klasy. Kiedy będziemy w pokoju wspólnym, to dam ci te księgi. Tylko oczywiście, stała czujność przy Remy. Ona nie może nic wiedzieć, bo ci je sprzątnie sprzed nosa i doniesie McGonagall.
Pokiwałam na znak, że rozumiem, ale zaraz się zamyśliłam.
- Ale gdzie mam ćwiczyć, skoro nie w pokoju wspólnym, gdzie dopadnie mnie Remy, ani nie w dormitorium, gdzie zobaczy mnie Alesha?
Uśmiechnął się porozumiewawczo i wtedy sobie uświadomiłam.
- Pokój życzeń. - szepnęliśmy jednocześnie.
Za pierwszym razem wybraliśmy się tam wspólnie, ściśnięci pod pelerynką niewidką Mike'a. Musieliśmy uważać, ponieważ Nate był bardzo wysoki i ciężko nam było przemieszczać się pod nią we dwoje. Spytałam się wtedy swojego towarzysza, o co takiego posądzał go jego przyjaciel, pożyczając mu pelerynkę, ale on znów zrobił się czerwony z zażenowania i burknął, że wolałby o tym ze mną nie rozmawiać.
Podczas tej pierwszej wizyty ustaliliśmy, w co ma zmieniać się Pokój Przychodź-Wychodź, aby jedno z nas mogło dołączyć to drugiego, gdyby akurat tam się znajdowało. Wybraliśmy pokój Gwardii Dumbledore'a i przez kilkanaście minut oglądaliśmy wszystko, co tam się znajdowało, z zapartym tchem oglądając książki, z których GD korzystało oraz podziwiając resztę wyposażenia, umożliwiającą ćwiczenie różnych zaklęć, uroków oraz przeciwuroków.
Codziennie chodziłam tam sama, a Nate mnie krył. Zajmował czymś dziewczyny, podczas gdy ja szłam do dormitorium, chowałam się pod pelerynką i pędziłam do Pokoju Życzeń. Czasami do mnie dołączał, przeważnie jednak siedziałam tam sama, atakując magią manekiny ćwiczebne, poduszki i inne przedmioty, czasem prosząc Pokój o rozmaite efekty grozy, wyzwania, chcąc podnieść sobie adrenalinę i przekonać się, jak w takich okolicznościach bym sobie poradziła. Testy tego rodzaju na ogół wypadały pomyślnie, nie mogłam się jednakże z tego cieszyć, ponieważ miałam świadomość, iż niewiele mi wtedy groziło.
Remy kilka razy zaczepiła mnie, o co chodzi z tymi moimi zniknięciami, ale ja wymigiwałam się od odpowiedzi. Niejednokrotnie Alesha przyłapywała mnie, jak po północy wkradałam się do dormitorium i zarzucała mnie pytaniami, ale ja odwodziłam ją od tematu swoimi spostrzeżeniami odnośnie Davida. Od razu traciła zainteresowanie czymkolwiek innym.
Po okrągłym tygodniu siedziałam wymęczona w Wielkiej Sali na śniadaniu, popijając sok dyniowy, odrzucając niesforny kosmyk z twarzy i ze średnim zainteresowaniem przeglądając najnowszy numer Proroka Codziennego. Usiłowałam się skupić na artykule o Magicznych Dowcipach Weasley'ów, ich sukcesie i sieci sklepów w całej Wielkiej Brytanii, ale marnie mi to szło. Złożyłam gazetę i rozejrzałam się wzdłuż stołu. Na jego drugim końcu zobaczyłam Nate'a z Mike'iem. Skierowałam się do nich, dotknęłam ramienia przyjaciela, a kiedy się odwrócił z miłym uśmiechem, chciałam nadać swojej minie nieco pewności siebie.
- Dzisiaj? - spytałam, unosząc brwi.
Spoważniał. Przyglądał mi się przez moment, po czym kiwnął głową.
- Dzisiaj.
Mike przyglądał się nam z lekko uniesionymi kącikami ust i złośliwymi iskierkami w oczach.
________________________________________________________________________
A oto i siódmy rozdział. Zapewne nikt się go nie spodziewał. Tak, tak, sama się zastanawiałam, czy nie darować sobie prowadzenia tego bloga, ale nie mogłabym uszczuplić potterowskiej części mnie o to ziarnko kreatywności, które powolnie wykiełkowało i zaczęło się rozwijać. Miejmy nadzieję, że go nie zdepczę, nawet jeśli zignoruję jego zahamowanie w rozwoju na następne kilka miesięcy.
Wiem, że chyba wszyscy, którzy zaglądają na mojego bloga mają konto na pottermore, więc jeśli ktoś jest zainteresowany i jeszcze o tym nie wie, to są odblokowane pierwsze rozdziały Więźnia Azkabanu. Oprócz tego hip hip hurra! dla lwów za zdobycie Pucharu Domów. Moja duma.
Moja mama znalazła wczoraj obrazek z plasteliny, który zrobiłam w czwartej klasie. Przedstawia Hermionę i herb Gryffindoru. Tylko potteromaniak skapnąłby się, że to zwierzę na tym herbie to lew, ponieważ pod spodem jest napis Gryffindor. Tak to wszyscy pomyśleliby, że to pies. Może nawet nie wszyscy doszliby do takiego wniosku. W każdym razie to była moja pierwsza szóstka z plastyki, jaką kiedykolwiek dostałam. W czwartej klasie zrobiłam trzy prace dotyczące Pottera i to były tego roku moje jedyne szóstki, co dowodzi, ile pasji w to włożyłam. Pamiętam to nawet po latach.
Jutro Sylwester, więc życzę wszystkim czarodziejom super zabawy i przede wszystkim dużo magii w roku 2013! No i trzymajcie za mnie kciuki, żebym częściej tu zaglądała.
PS Sporo się kilka miesięcy temu naczytałam o pewnej stronce, która była swego czasu była bardzo popularna. Potem niestety zmieniła adres, ale dziś przez przypadek znów ją znalazłam!
http://swiat-magii.pl/ Ktoś może o niej słyszał? Podobno zaczyna się, że chodzimy po domu i wykonujemy różne prozaiczne zajęcia, typu szukamy czegoś w domu, bo mama tego potrzebuje, ale potem przenosimy się do Hogwartu. Pamiętam, że bardzo się cieszyłam na wieść o tej grze, ale niestety nie mogłam znaleźć jej nowego adresu, więc nadzieja się we mnie wypaliła. Teraz kiedy ją znalazłam, jestem już bardziej doświadczona w stronach związanych z HP i chciałabym się dowiedzieć, czy warto. A jeśli nikt tego nie zna, ale się zainteresuje to może "zbadam teren" i dam znać. Chciałabym jednak najpierw się dowiedzieć na czym to polega, o ile ktoś się orientuje ;)
Cieszę się, że nie zrezygnowałaś z tego bloga. Przyznam, że od czasu do czasu wchodziłam tu zobaczyć czy nie usunęłaś tej historii i miałam nadzieję, że wrócisz więc naprawdę wielkie dzięki, że nie pozwoliłaś tej cząstce siebie zaniknąć. :) W każdym razie... rozdział mnie zaintrygował, choć szkoda, że tak szybko się skończył. :(
OdpowiedzUsuńNo. A na nowy rok, jak słusznie zauważyłaś zaczyna się jutro więc pozwolę sobie złożyć ci życzenia, życzę ci wiele pomysłów, weny, zapalczywości, magii przede wszystkim i przyjaciół na miarę Rona i Hermiony, którzy zawsze byliby gotowi wspierać cię i walczyć o słuszną sprawę. :)
Pozdrawiam.
Sherry
Tak, rozdział był krótki, bo chciałam szybko tchnąć w moją stronę trochę życia, zanim znowu mi się odwidzi, więc nie ciągnęłam go zbytnio, żeby móc szybko opublikować. Postaram się, aby następny był dłuższy, zwłaszcza po tym, jak uświadomiłam sobie, ile pisanie dla mnie znaczy.
UsuńDziękuję za miłe słowa, bardzo wiele dla mnie znaczy, że innym zależy na tym, bym kontynuowała historię Rose i jej przyjaciół. Takie komentarze dodają mi wiatru w żagle, że tak powiem :)
kiedys miałam konto na świecie magii... ale zapomniałam hasła.... Mądra ja :D co do rozdziału to też się zdziwiłam że jest :D Ale boski :D na serio jesteś krewną J.K. Rowling :D
OdpowiedzUsuńWeny i mam nadzieję że kolejny szybciej się ukaże :D
Też mam nadzieję, że szybciej się ukaże :)
UsuńA co do świata magii... Poleciłabyś mi go, czy raczej nie bardzo? Jest tam jakiś przydział do domów czy coś takiego? I na czym to polega? Bo widzisz, kiedyś zarejestrowałam się na ehogwart.pl i byłam zawiedziona. Szczerze mówiąc odrzuciło mnie to, że do m jest tam przydzielany losowo, przez co trafiłam do Slytherinu, do którego jak wszyscy twierdzą w ogóle nie pasuję, a dla mnie przynależność do mojego domu w Hogwarcie jest bardzo ważna, więc...
Na temat świata magi powiem tyle że jakoś specjalnie mnie od nie zachęcił...
Usuńwarto było czekać :) super rozdział :) trochę krótki, ale da się znieść :D cieszę się, że nadal będziesz pisać :) masz talent :D
OdpowiedzUsuńczekam na kolejny <3